Solferino 21.05.2025 r.
Każdego roku w czerwcu do Solferino przyjeżdża młodzież i wolontariusze nie tylko Włoskiego Czerwonego Krzyża, ale także z innych stowarzyszeń krajowych, aby wziąć udział w symbolicznym marszu z pochodniami (Fiaccolata) od Solferino do Castiglione delle Stiviere.
Trasa pochodu ze światłem wiedzie po ścieżce, którą przemierzał Henry Dunant wraz z wieśniakami transportując rannych po bitwie. To wyjątkowe i sugestywne wydarzenie oświetlone blaskiem tysięcy pochodni ożywia magię opowieści o początkach naszej organizacji.
Solferino 24 czerwca 1859 r – tu wszystko się zaczęło.
Skutki bitwy
Austria przegrała, ostatecznie tracąc wpływ na rozwój wypadków w Italii. Ustalenia pokojowe podpisane w Villafranca obligowały ją do oddania Lombardii Francuzom, ci zaś przekazali ją Piemontowi. Niestety, wizje polityczne Napoleona nie obejmowały dalszego rozszerzania wpływów Sardynii. Toteż ku rozczarowaniu Włochów, zaskoczonych jego decyzją o szybkim pokoju z Austrią, w posiadaniu Habsburgów pozostała Wenecja.
W czasie zmagań pod Solferino w czerwcu 1859 roku zarówno Austriacy, jak i sprzymierzeni z Włochami Francuzi odnieśli ogromne straty. Na polu walki pozostało blisko 30 tysięcy ofiar, w tym ponad 20 tysięcy rannych pozbawionych opieki. Rannymi nikt się nie zajmował, dogorywali w strasznych warunkach. Świadkiem tego był Henry Dunant, który znalazł się przypadkiem w tej okolicy.
Widok pobojowiska skłonił H. Dunanta, szwajcarskiego przedsiębiorcę i filantropa, przejeżdżającego przypadkiem obok pola bitwy do zatrzymania się i zorganizowania pomocy rannym przy udziale miejscowej ludności. Dunant zaczął spontanicznie pomagać rannym. Obok ciał zabitych, których nikt nie zbierał z pola walki, umierało w męczarniach tysiące rannych żołnierzy. Niewielkie i źle zorganizowane wojskowe służby medyczne były bezradne wobec ogromu nieszczęścia. Dunant, mimo braku przygotowania medycznego, starał się pomóc rannym i umierającym. W pobliskim kościele w Castiglione zorganizował prymitywny szpital, opatrywał rannych, dostarczał im wodę do picia, zapisywał ostatnie życzenia umierających. Namówił do pomocy kilka miejscowych kobiet, które – choć z oporami – dały się przekonać, że ranni żołnierze cierpią tak samo, niezależnie od narodowości. Tu powstało hasło Tutti fratelli – wszyscy jesteśmy braćmi. Co istotne, przy udzielaniu pomocy nie brano pod uwagę narodowość ofiar.
To doświadczenie sprawiło, że Dunant nie tylko opisał je w książce, która wstrząsnęła ówczesnymi elitami – „Wspomnienie Solferino” – ale zaczął także myśleć o instytucjonalnych rozwiązaniach na przyszłość i przekonywać osoby wpływowe o konieczności pomocy humanitarnej dla ofiar wojny, niezależnie od narodowości, rasy, religii.
Jego zabiegi sprawiły, że powołano w Genewie najpierw Międzynarodowy Komitet Pomocy Rannym, a potem Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża. Ukoronowaniem był rok 1864, kiedy 16 państw podpisało tzw. konwencję genewską. Do chwili obecnej konwencja miała wiele odsłon: dziś mówi się nie o jednej, ale kilku konwencjach, bo były „uzupełniane” i w roku 1906, i w 1929 i już po drugiej wojnie – w roku 1949. Naruszenie konwencji zaliczane jest do zbrodni wojennych.
http://darserca.brzeznica.pl/index.php/8-news/71-solferino-21-05-2025-r#sigFreeId0d79a421cb





